Za 40 lat... komputery będą wszędzie i wszędzie będzie dostępne szybkie bezprzewodowe połączenie z nimi, więc nie będziemy musieli nosić ze sobą ciężkiego sprzętu. Komputer osobisty będzie "końcówką" do systemów, do których zasobów i mocy obliczeniowej będziemy mieć dostęp tam, gdzie akurat zechcemy być. Ze sobą nosić będziemy tylko "coś" w rodzaju obecnego smartfona lub tabletu - lekkie i energooszczędne urządzenie o wydajności takiej, jaką mają komputery stacjonarne, błyskawicznie ładujące baterię (zapewniającą na pełnym naładowaniu wielodniową pracę), wyposażone w dotykowy ekran, ale i pozwalające na rozpoznawanie głosowych poleceń, na wypadek, gdyby akurat nie chciało nam się ruszyć palcem. Z takim komputerem można będzie "porozmawiać", kazać mu znaleźć odpowiedzi na podane zapytania w sieciowych wyszukiwarkach bądź zamówić usługę, zlecić wykonanie dowolnych dostępnych czynności i obliczeń - zależnie od potrzeb i możliwości zostaną one wykonane lokalnie lub zdalnie. I choć będzie to wydajny komputer osobisty, przejmie też najlepsze funkcje smartfonów, tak jak rzeczywistość rozszerzona i sterowanie urządzeniami. Oprogramowanie i moc takiego komputera pozwoli na wszelkie dostosowanie interfejsu do wymagań, zdolności i preferencji użytkownika - inteligentny asystent i głosowe komendy dla leniwych, graficzny dotykowy interfejs dla tradycjonalistów, opcje konfiguracyjne i terminal tekstowy z pełnym dostępem do funkcji systemu dla fachowców.

Wszędzie też będą rozmieszczone ogólnodostępne końcówki troszczącego się o nas systemu komputerowego - to na wypadek, gdyby ktoś akurat nie mógł skorzystać z osobistego komputera, a chciał akurat popracować, czy na przykład spytać o drogę. Ale kto chciałby rezygnować z tej wygody?